Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Trylogia: Pan Wołodyjowski


Jest i zwieńczenie Trylogii. Nie ukrywam, że trochę pogubiłem się tu w koncepcji, a niestety nie było opcji "save&load". Dlatego też wrzucam tylko część zdjęć - na potwierdzenie, że podjętą pracę ukończyłem. Książka oczywiście w rękach P.T.







niedziela, 13 maja 2012

Powiew minionej świetności



Przyjdzie nam jeszcze mierzyć
ilość Vimesa w Vimesie.
Przez lata człowiek wyrobił w sobie nawyk "nowy Pratchett = kupuję". Niestety, przyjdzie mi zrezygnować z uświęconej tradycji. Bowiem "Niuch", najnowsza powieść ze Świata Dysku, skłania do myślenia. Nawet nie tyle nad książką jako taką, ale nad samą twórczością autora.

"Niuch" jest opowieścią, którą można sobie spokojnie darować. Nawet pomimo umieszczenia jej w cenionym cyklu Świata Dysku. Nawet pomimo tego, że jej akcja kręci się wokół powszechnie cenionej postaci, jaką jest kapitan Vimes. Wszystko to są zaledwie dodatki, które niestety nie ratują średniej historii o rasistowskim traktowaniu goblinów (kolejny "add-on" do obrazu Dysku). I tragicznie niskiego poziomu humoru. Parę lat temu pewien mądry człowiek w przypływie goryczy narzekał, że "Świat Dysku to śmianie się z pierdzenia w skórzane portki". W owym czasie oburzony zacząłem gorąco zaprzeczać. Teraz nie mógłbym już podjąć się podobnej obrony. Lwia część "elementów komicznych" w najnowszym dziele Pratchetta polega na wymienianiu coraz to nowych rodzajów odchodów i form aktywności z nimi związanych. Fekalia chorobliwie fascynują też małego synka Vimesa (co stanowi wielką krzywdę narracyjną wobec tej postaci). Takie hobby. Maluch raczy się też lekturą książek dla dzieci autorstwa "pani od kupek", które (na nieszczęście) wydawane są też na naszej planecie. Już tego typu komizm całkowicie dyskredytowałby dowolną książkę, tutaj jednak mamy do czynienia z dziełem nie byle kogo, a samego Terry'ego Pratchetta. Tylko czy to argument na korzyść czy niekorzyść "Niucha"? Również kierunek rozwoju innych dyskowych postaci jest dyskusyjny. Biedni Colon i Nobby. Zredukowani do bycia ilustracją miernego morału. Nawet Willikins nie pasuje. Dalece zbyt bezpośredni jak na "dżentelmena dżentelmena"...

Nie jest tajemnicą, że Świat Dysku nie jest już serią tej klasy co dawniej. Patrząc na biblioteczkę można wysnuć teorię, że mniej więcej od "Straży Nocnej" włącznie postępuje wyraźny upadek cyklu. Skądinąd cezura ta pokrywa się ze zmianą ilustratora. Oczywiście, raczej nie miała ona wpływu na jakość twórczości Pratchetta, ale takie czytelne wizualnie rozgraniczenie wydaje się całkiem sensowne, no a poza tym efektowne. I jeśli się przyjmie to da w kość twórcom mądrości "nie oceniaj książki po okładce". Jeśli miałbym rozbudowywać ten podział, dodałbym, że ostatnią w pełni udaną powieścią z ŚD były "Ciekawe czasy". Kilka książek następujących po nich nie było złymi, o nie - ale też nie były one całkiem przednie. A potem...

Ostatnimi laty Pratchett przestał tworzyć Świat Dysku. Zaczął go meblować. Co gorsza, meblować całkowicie wedle swoich gustów i przekonań. Wydaje się, że twórca chce pozostawić po sobie nie idealne dzieło, lecz idealny porządek w dziele. Stąd rozwijający się wątek "tycoonowy" w dyskowych podseriach. Przykładem tego typu historii, w której dane "przedsiębiorstwo" jest prowadzone przez autora prosto do sukcesu była już Straż Miejska - sam więc szkielet opowieści nie jest zły. Uśmiech losu do Straży i jej niebagatelnych bohaterów można zrozumieć, czemu jednak czytelnik musi oglądać ten sam model kopiowany po wielokroć? W coraz gorszej oprawie? I to jedynie w celu wprowadzenia "postępu" (we współczesnym rozumieniu) do różnych sfer Świata Dysku. To przecież literatura, a nie piaskownica! Tymczasem Pratchett używa tego schematu w celu wyposażenia Dysku w niepotrzebne nowinki o charakterze dekoracyjnym bądź nachalnie moralizatorskim (propagandowym?). Tak zamontowano w nim Bank, Pocztę, a w sumie także i sekary. A nawet przedziwne modyfikacje obyczajowe. Dawniej Dysk był kolorowym (dosłownie) miejscem, w którym "czarni i biali żyli w zgodzie, i razem mordowali zielonych". Teraz, zdaje się, Pratchett uznał, że czytelnicy nie pojmą, że rasizm "w prawdziwym życiu" jest zły, jeśli im tego nie wyłoży w brutalny i bezpośredni sposób w historiach umiejscowionych w płaskim świecie. Którego płaskość nabiera przez to naprawdę smutnego znaczenia.

niedziela, 30 października 2011

Robbed Royal

"Rob Roy" - rewelacyjna powieść rewelacyjnego pisarza.

Element prezentu urodzinowego dla MT. Strasznie barokowo - napchałem ile się dało w tą okładkę. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko to, że niestety tym razem nie mogłem bazgrać w środku książki, a tak wiele rzeczy wręcz domagało się narysowania. Całość oparłem na reprodukcjach z epoki zawartych w wydaniu Naszej Księgarni z 1973. Niestety - nie wiem ile jest warte nowe tłumaczenie, ale to klasyczne naprawdę umożliwia wsiąknięcie w klimat historii.


Okładka - front

Okładka - tył

Grzbiet



piątek, 9 września 2011

Trylogia: Potop


Było "Ogniem i Mieczem", jest i "Potop" - entuzjastyczne podejście P.T. sprawiło mi sporo niekłamanej radości, a prośba o ozdobienie kolejnych części zaowocowała w formie widocznej poniżej. Naprawdę przyjemnie jest komuś pomagać uzupełniać domową biblioteczkę! I tym razem oparłem się na źródłach i klasycznych dziełach (portret Czarnieckiego wisi w Sukiennicach - i tam dopiero robi piorunujące wrażenie!). Szczęśliwie, nie musiałem już korzystać z usług pióra i cienkopisu - zastąpiłem je tegesami ze sklepu plastycznego - SakuraMicron005, F-CEccoPigment 0.1, SakuraPigmaBrush (przepisuję nazwy z opakowania, a jak to się w rzeczywistości nazywa niestety nie mam pojęcia). 
 Druga strona okładki. 
 Strona tytułowa (ten rycerz to husarz wedle XVIw. artysty z Francji).
 Na początku każdego z tomów umieściłem korespondujące z zachowaniem obywateli Rzeczpospolitej "powinności królewskie".
 Cliffhanger kończący I tom. Nigdy nie zapomnę, jak wybierając się na ferie wziąłem ze sobą TYLKO pierwszy tom ("bo przecież nie skończę"). Tydzień musiałem się męczyć, żeby zobaczyć co dalej...
 Co prawda Kmicic i Oleńka to postacie fikcyjne, jednak ród Billewiczów jest jak najbardziej prawdziwy. Powyżej skrócone (przeze mnie) drzewo genealogiczne matki Józefa Piłsudskiego.
Wiersz niezastąpionego Jana Lechonia (wewnątrz książki także jego "Jan Kazimierz") oraz tekst Jacka Kaczmarskiego. JK próbował czasami pisać - jak to się mówi - "z dystansem", jednak to właśnie takie dzieła jak "Z XVI-wiecznym..." zapewniły mu miejsce w narodowym panteonie artystów. W "Ogniem..." dodałem jego utwór "Tradycja".
 Trzecia strona okładki. "Oblężenie Torunia przez Szwedów" wedle Dahlbergha. Strasznie się namęczyłem, a efekt niestety mnie nie satysfakcjonuje.


Zdecydowałem się nie kierować przy wyborze tekstów i obrazów ścisłą chronologią, tylko brzmieniem i estetyką. Stąd "Z XVI wiecznym...", której tekst robi porażające wrażenie i o ponad pół wieku wcześniejszy skrzydlaty rycerz, który wrażenie robi mniejsze, lecz stanowi ciekawy przykład ile to zagranyca wiedziała o świecie. Choć z drugiej strony bardzo romantyczna ta wizja.

Trylogia: Ogniem i Mieczem

Z niejaką dumą prezentuję poniżej serię obrazków, które dodałem dla zachęty do jednego z największych osiągnięć rodzimej literatury. Książka w tej wersji stała się częścią prezentu urodzinowego dla P.T. (wszystkiego najlepszego!). Nie są to ilustracje prima sort - zrobiłem co mogłem. Kopiowałem (lecz nie przerysowywałem!) głównie ze źródeł z epoki przy pomocy pióra na naboje atramentowe (zwykły szkolny sprzęt) oraz typowego, kioskowego cienkopisu. To tak na usprawiedliwienie.


 Druga strona okładki.


 Strony tytułowe (dedykację na barokowym tle wyciąłem - personal stuff).
 Polak w oczach włoskich - trochę randomowo.
Sienkiewicz pisał z perspektywy czasu zaborów - choć ku pokrzepieniu serc, historia zaciążyła na klimacie powieści... Na tych słowach powinno się budować wzajemne relacje polsko-ukraińskie.


 Trzecia strona okładki - miejsca mało, a tak dużo rzeczy do zamieszczenia...


Na marginesie: obecni polscy wydawcy powinni sobie przemyśleć - jak to możliwe, że współczesne polskie wydania są zwyczajnie niedopracowane. Technika poszła do przodu, więc powinno być łatwiej o ładnie opracowane dzieła. Poza tym w przypadku samej tylko Trylogii dysponujemy przebogatym materiałem na okładki i ilustracje - zarówno źródłowym, malarstwem realistycznym, jak i bardziej współczesnym JM Szancerem. I to się marnuje. Zresztą sprawa nie dotyczy tylko literatury polskiej - tak samo jest z pozycjami zagranicznymi. Walter Scott, Conan Doyle i dziesiątki innych* posiadają wspaniałą bazę ilustracji związaną z ich dziełami. Tylko czerpać. W wakacje miałem okazję oglądać księgarnię na Litwie - tak blisko, a jakże daleko pod względem jakości wydań.

*Trzeba tu jednak pochlebnie wspomnieć o wydanych niedawno bez szumu przez Zieloną Sowę dziełach Vernego - okładki nie zachęcają, lecz wewnątrz cieszą oczy wspaniałe oryginalne ilustracje!