Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Batman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Batman. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Batman raz jeszcze

Jakkolwiek ograniczony może być zasięg tej wiadomości, myślę, że pewne rzeczy zasługują na rozpowszechnianie każdą drogą.

Nie chcę uciekać od związanej z poprzednim postem masakry na pokazie nowego "Batmana" w USA. Uważam jednak, że stanowczo zbyt wiele słów zostało zmarnowanych na analizowanie zbrodniarza. Bo tam działy się rzeczy, które naprawdę zasługują na uwagę świata. Marynarze US Navy, którzy własnymi ciałami zasłonili widzów. Chłopak, który w podobny sposób uratował swoją dziewczynę, oddając życie. Inna dziewczyna, która bez żadnego przygotowania medycznego ocaliła koleżankę. John Larimer,  Jonathan Blunk, Matthew Robert McQuinn, Stephanie Davies... To jest najważniejsze. To powinno się stać przykładem dla nas wszystkich. 

Jest tyle spraw, o których można tutaj napisać. O szukaniu sensacji, epatowaniu zbrodnią, krokodylich łzach dziennikarzy i widzów, traktujących nowe wiadomości jako kolejne odcinki swojej ulubionej telenoweli... Ale całe to zło nie zasługuje na to, by poświęcać mu czas przy rzeczach naprawdę ważnych.

Dziękuję Pawłowi Burdzemu za jego tekst "Morderca zszedł z ekranu", który ukazał się ostatnio. Gdyby nie on, nie dowiedziałbym się o tym, co naprawdę stało się w kinie w Aurorze w Kolorado. 

wtorek, 31 lipca 2012

Batman w świetle dnia


"Mroczny Rycerz powstaje" zakończył trylogię Nolana. Przełamał tym samym dotychczasową regułę dwóch filmów o Batmanie na jednego reżysera. O ile możemy żałować, że Tim Burton nie miał okazji stworzyć trzeciego filmu z Keatonem, to aż dwa filmy dla twórcy tej miary co Schumacher to o dwa za dużo. A jak się rzecz ma z bohaterem chwili bieżącej?

Sprawa nie jest banalna, więc na początek trzeba stwierdzić jedno: nowy Batman jest bardzo dobry. Nolan, podobnie jak poprzednicy, stworzył własną wersję Człowieka-Nietoperza, którą konsekwentnie prowadzi. Pytanie tylko, czy postać superbohatera jest w stanie pomieścić ogrom treści, jaką stara się włożyć w jej historię reżyser? Nawet, gdy herosem jest tu bodaj najciekawsza postać z komiksowego grona? Dobrze, że Nolan podjął próbę.

[YOU ARE NOW ENTERING SPOILER SECTOR]

Film dość jawnie nawiązuje do zdarzających się ostatnimi laty "buntów społecznych". Wątek zaczyna się już od chwili pojawienia się Catwoman, która tym razem nie jest żeńską wersją Arsene Lupina, lecz raczej Robin Hooda. Oddolna redystrybucja dóbr, oczywiście sprawiedliwa, jest obecna w późniejszych przemowach Bane'a. Och, jak miło patrzeć na to, jaki  los w rzeczywistości pragnie zgotować wszystkim mieszkańcom miasta ten, który występuje przeciwko "cywilizacji Zachodu". Ogromny plus za to, że słowa te naprawdę padają w filmie! Pojawią się też trybunały rewolucyjne i nieco odmienna wersja Bastylii. Ten wątek zdaje się w filmie o wiele ciekawszym niż zmagania Bruce'a Wayne'a z własnym życiem. Wszystko to bardzo osobliwe, jak na film o Batmanie. A to nie wszystko!

Problemy Bruce'a Wayne'a też nie są typowe. Bogacz zaszył się w rezydencji, powoli tracąc swój majątek. Batman na emeryturze udanie czerpie z "Dark Knight returns" Millera. Zresztą wpływy tegoż zdają się być obecne także w przeniesieniu filmowej "powagi sytuacji" z poziomu miasta Gotham na państwowy - aż do prezydenckiego włącznie.

Mnogość wątków i postaci jest niestety również pewną słabością tego obrazu. Widzimy ich całkiem sporo, a niektóre okazują się mieć o wiele mniejszy sens, niż wykazywałby stopień uwagi im poświęcanej (dr Pavel). Ale znów - np. marginalny wątek policjanta Foley'a jest tak podnoszący na duchu i pełen dobrze zaprezentowanego patosu, że nie sposób się go czepiać.

Osobna sprawa to kostiumy. Można uważać, że Anne Hathaway z jej nieco kościstą urodą nie jest najlepszym wcieleniem Catwoman (sam tak twierdzę), lecz właściwie główny problem leży tu w jej beznadziejnym stroju. Podobnie z Bane'm - maska doprawdy osobliwa. Filmy Nolana przyzwyczaiły nas do nieco high-techowych form, ale tutaj zdają się przekraczać granice sensu.

Zaś w kwestiach sztuki filmowej, na których oczywiście się nie znam - obraz odbiega tu jakością od poprzednich części. Wtręty flashbackowe trącą myszką, a aktorzy zdają się być jakby zmęczeni swoimi rolami - zwłaszcza przez pierwszą, spokojną część filmu. Inna sprawa, że gdy akcja przyśpiesza i pojawiają się najbardziej interesujące fragmenty intrygi człowiek jest w stanie wiele wybaczyć także poprzedzającym je scenom.

Oto więc Nolan sygnuje swoim nazwiskiem trzeci film o Batmanie. Pod każdym względem nietypowy. Który bowiem Batman miał dosłownie "final battle"? Kiedy przedtem rycerz z Gotham walczył w świetle dnia? I kto wcześniej pozwolił w swoim filmie, by Bruce Wayne rozwiązał wszystkie swoje problemy w sposób ostateczny? Te i wiele innych spraw "niekanonicznych" można zbyć powołaniem się na oko i dłoń reżysera. A  mieliśmy prawdziwe szczęście gościć Nolana na naszych ekranach!


P.S. Przed seansem zaprezentowano trailer przyszłorocznego Supermana. W reżyserii Zacka Snydera, z Nolanem jako producentem. Już czekam!